sobota, 12 sierpnia 2017

Pies za kratami?



Klatka dla psa - rzecz przydatna w domu psiarza, czy wręcz przeciwnie? Jak to wygląda u Was? My mamy na stanie w tej chwili 2 metalowe klatki i duży transporter, który w razie czego może klatkę zastąpić. Wyznaję zasadę, że ile psów, tyle muszę mieć klatek "na wszelki wypadek". Zapytacie na jaki wypadek np.? Przerabiałam już kontuzjowanego psa, któremu na głowę wchodził drugi młodszy i klatkowanie obu było jednym z lepszych rozwiązań. Kontuzjowany miał spokój i mógł się wyciszyć, wyspać, odetchnąć, a młodszy wariat pod moją nieobecność nie denerwował rekonwalescenta ;-) Poza tym klatki jeżdżą w samochodzie przy okazji dalszych wyjazdów. Ale zawsze chociaż jedna stoi rozstawiona w domu i pełni rolę azylu - dla kogo i dlaczego?


Głównie dla najstarszej Ronyi, która w klatce ODPOCZYWA i wie, że nie wparuje jej tam ani Jetta, ani tym bardziej Najah. Nasz najnowszy nabytek otrzymałyśmy w ramach testów dla TOP for DOG od sklepu Canifel,  a klatka to MIDWEST CONTOUR w rozmiarze 30" (79x49x55 cm). Klatka miała w zestawie metalową przegrodę, aby mogła rosnąć razem z naszym szczeniakiem ;-) Czy się sprawdziła w Rakietowym świecie?

Słów kilka o samej klatce - jest czarna, dość lekka (7,9 kg) i posiada dwie pary drzwi. Co istotne, drzwiczki posiadają system wielopunktowych zaczepów LapLock, które utrudniają wydostanie się potencjalnego uciekiniera i ewentualne sprawdzenie wytrzymałości naszych mebli i ... naszej cierpliwości. Aby zamknąć/otworzyć drzwi należy je unieść do góry, co dla większości psów będzie raczej problematyczne, a dla człowieka nie stanowi najmniejszego problemu. Klatka sprawdzi się idealnie jako pierwszy "azyl" dla psiaka, który klatki nigdy wcześniej nie znał. Podłoga jest wykonana z tworzywa sztucznego, które nie robi hałasu przy wchodzeniu/wychodzeniu i przemieszczaniu się psa wewnątrz. Moje psy klatkowane "od zawsze" nie przepadają za metalowym dnem... W MidWest ConTour podłoga jest solidna i łatwa do utrzymania w czystości, a przy tym cicha i przyjazna dla psa. Co nas zaskoczyło w testowanym modelu? Gumowe rolki/nóżki, które zapobiegają rysowaniu podłogi (koniec z dywanikami zbierającymi psie kłaki pod klatką!) i pozwalają na przesunięcie klatki nawet " z zawartością" np. w celu umycia podłogi. 



Czy klatka ma jakieś minusy? Przeciwnicy klatkowania uznają każdą klatkę za ogromny minus, ale my w MidWest ConTour minusów nie widzimy. No może jeden maleńki... Nie stanowiący problemu natury technicznej, a będący jedynie estetycznym mankamentem - wierzchnia powłoka przy zamkach ulega starciu i może się pojawić rdzawy nalot. Ale tak to jest, jak klatki się używa regularnie, a drzwiczki otwierane milion razy dziennie (szczególnie przy nauce klatkowania). 


A plusy? Poza wagą, estetycznym wyglądem i gumowymi rolkami na spodzie, MidWest Contour ma dla nas jeszcze jedną zaletę - podłogę wyciąga się ze środka przez drzwiczki umieszczone na krótkim boku klatki. Jest to zaleta szczególnie dla mnie, ponieważ w drugiej klatce jakiej używamy są specjalne uchwyty w dolnej części, które "odbezpieczają" podłogę i wyciąga się ją specjalnymi szczelinami. Ile razy przycięłam sobie sobie palce, to nawet nie będę liczyć... Testowany model składa się chyba jak każda inna klatka, a jest to proste i intuicyjne, nie wymaga szczególnych zdolności i narzędzi. Nasz rozmiar jest odpowiedni dla dorosłego jack russell terriera, ale pakują się do niej wszystkie. Główną testerką była Najah i nie udało jej się niczego zdemontować, wykrzywić, itd. Młoda okazała się niezwykle bystrym łobuzem i tak jak starsza część stada - pokochała swoją klateczkę!


Jeśli ktoś szuka bezpiecznej i ... ładnej klatki (tak, uważam ją za ładną - czarny pasuje wszędzie), to Rakiety mogą polecić MidWest Contour. W razie wątpliwości jeśli chodzi o rozmiar, to sklep Canifel napewno pomoże i doradzi ;-) Nasz model uważam za solidny, trwały i zgodny ze swoim przeznaczeniem - czasem w pośpiechu nie uda mi się zamknąć zamków za pierwszym razem, ale to z przyzwyczajenia do drugiej klatki. Zawsze jest jednak okazja do "ostatniego" rzucenia okiem na pieseczka przed wyjściem z domu :-P



piątek, 7 lipca 2017

Matka, zakładaj szelki i lecimy na spacer!


W czasie, gdy tworzy się oprawa zdjęciowa do kolejnego wpisu pt. "Pies w stajni cz.2", dzielimy się z Wami kolejną recenzją. Tym razem będzie to coś ładnego i ...  :-)


Psia garderoba z miesiąca na miesiąc się powiększa, a przy okazji tak ważnej roli ambasadorek TOP for DOG 2017 miałyśmy przyjemność przygarnąć do testowania niesamowicie przydatne szelki Easy Fit od TrePonti. Dlaczego przydatne? Wg mnie nie powinno ich zabraknąć w garderobie żadnego psiego modnisia, który jednocześnie lubi się wysmarować błotem, wytarzać w piachu, spędza godziny pływając w każdym możliwym zbiorniku wodnym (kałuża to przecież też idealna rozrywka!). Skąd takie śmiałe stwierdzenie?


Nie ukrywam, że w pierwszej chwili nie byłam zachwycona testowanym modelem szelek. Na zdjęciach nie wyglądały wow, nie miały odjechanych wzorków... Zwykłe szelki... Skąd te zachywty? Nie bardzo rozumiałam ich fenomen. Do momentu otwarcia paczki i założenia ich psom. Wybrałam szelki w kolorze czerwonym dla Jetty i czarnym dla Ronyi. Strzał w 10-tkę! Moim skromnym zdaniem pasują idealnie ;-) Wybór rozmiaru nie powinien stanowić problemu, należy tylko zmierzyć psu obwód klatki piersiowej - szelki są regulowane jedynie w obrębie paska biegnącego pod brzuchem. Pasek z przodu nie jest regulowany i w zależności od wybranego rozmiaru różni się szerokością. My z rozmiarem trafiłyśmy super, ale najbezpieczniej byłoby przymierzyć szelki gdzieś w sklepie stacjonarnym, ponieważ ich konstrukcja może nie pasować każdemu rodzajowi psiej sylwetki. Uff, na moje atletyczne terrory pasują. 


Trochę info o szelkach:

"Szelki Easy Fit: wygodne do zakładania, wystarczy włożyć w nie przednie łapy psa lub kota i zapiąć na plecach. Idealne rozwiązanie dla piesków i kotków nie lubiących wkładać szelek lub obroży przez głowę (np. dla tych mających bardzo wrażliwe uszy)"

"Szelki wykonane są z wytrzymałego, antyalergicznego materiału, który nie chłonie zapachu ani wilgoci. Szelki są bardzo lekkie, nie obcierają skóry, nie przyczepiają się do sierści.  Szelki obszyte są taśmą odblaskową, dzięki czemu Twój zwierzak będzie widoczny nawet w ciemności.
Zapięcie na klamrę oraz uchwyt (wykonany ze stali nierdzewnej) do przypięcia do smyczy znajduje się na grzbiecie zwierzęcia.

Szelki dostępne w kolorach: czerwony, różowy, czarny, niebieski
Szelki wyprodukowane i opatentowane we Włoszech. Wykonane z materiałów najwyższej jakości, w sposób staranny i precyzyjny."

Nasze testy rozpoczęły się ekstremalnie od tego, co Rakiety kochają najbardziej - od pływania. I w tym klimacie utrzymane były dalsze testy, ponieważ pogoda nas nie rozpieszczała i zmuszeni byliśmy spacerować w deszczu lub bezpośrednio po opadach. A każdy doskonale wie, jak może wyglądać mały, biały, kudłaty piesek w takich okolicznościach przyrody :-P Zawsze denerowała mnie konieczność prania psiej garderoby po mokrych spacerach, ale dzięki szelkom Easy Fit od TrePonti mogę zapomnieć o takich problemach. Wszystkie zabrudzenia ZNIKAJĄ ekspresowo. Wystarczy spłukać szelki pod strumieniem wody i gotowe. Schną bardzo szybko, ponieważ tylko pasek pod brzuchem chłonie wilgoć. 



Materiał, z którego wykonane są szelki sprawdził się u nas idealnie. Tak jak zostałam poinformowana, tak właśnie było - to idealny model do pływania, a przy tym lekki i nie powoduje u psa dyskomfortu w czasie szaleństw. Doskonale świadczy o tym fakt, że szelki Jetty założone na Najah nie zrobiły na niej wrażenia - nigdy wcześniej nie nosiła szelek. Od razu po założeniu młoda pobiegła z resztą stada i chyba nawet nie poczuła, że coś ma na sobie. Poza wygodą i łatwością w utrzymaniu czystości, szelki okazały się wyglądać na Rakietach całkiem "twarzowo". Chyba muszę pomyśleć poważnie o zakupie takich szelek dla najmłodszej... Jak to tak? Staruchy mają, a ona nie? Nie może tak być :-P Stado koniecznie musi stanowić jedność pod każdym względem.


Szelki nie muszą się podobać każdemu, chociaż brak szalonych wzorków nam nie przeszkadza. Mimo prostego wzoru i stonowanych kolorów mijający nas spacerowicze zwracali uwagę na Rakietową garderobę - szelki poprostu wyglądają BARDZO DOBRZE :-) Przekonałam się, że napaćkane wzorki nie muszą być wow, jeśli mamy do wyboru ładne, funkcjonalne i wygodne Easy Fit od TrePonti. Dodatkowym atutem są odblaskowe wstawki, które bardzo dobrze widać w nocy i świetnie pełnią swoją funkcję. Do tej pory terrory nosiły inne modele wykonane z innych materiałów - jednak warto mieć w psiej szafie taki szałowy model jak te testowane przez nas. Gorąco polecamy! Dla mnie nie ma minusów, moje Rakiety wyglądają szałowo, czyszczenie po spacerze zajmuje tyle co mycie rąk, a wygoda i komfort użytkowania przez psy są ogromne! Szelki testowały bardzo aktywne jack russell terriery, które na smyczy czasami potrafią się "powiesić" i nie było z tym problemów. Żadna się nie dusiła, a wręcz szybciej przypominały sobie o człowieku po drugiej stronie smyczy ;-) Dobrze dobrany rozmiar gwarantuje świetne przyleganie do ciała, co pozwoli uniknąć nieprzyjemnych sytuacji (kiedyś nam się przytrafiło, że Ronya powiesiła się na gałęziach w lesie - przy Easy Fit'ach raczej nie jest to możliwe). 


Nie wiem jak Wam, ale nam szelki bardzo przypadły do gustu i jestem zachwycona możliwością ich testowania - będziemy śledzić nowinki od TrePonti, bo mają w sobie to "coś", czego potrzebują Rakiety.

środa, 5 lipca 2017

Jak Ronya zasmakowała w reniferze...


Aktywny piesek musi dobrze zjeść, aby mieć energię na szaleństwa. A jeśli przy tym jest wrażliwcem pokarmowym, to jedzonko MUSI spełniać pewne wymagania. W ramach TOP for DOG 2017 Ronya jako jedna z Rakietowych ambasadorek dostała do testowania karmę Bozita Robur Sensitive z reniferem. Czy sprawdziła się u "babci"? Jakie są nasze przemyślenia po kilku tygodniach karmienia?

Testowana przez Ronyę karma, to lekkostrawna karma dla wrażliwych psów z mięsem renifera.

"Naturalnie zoptymalizowana kompletna karma dla psów z formułą bez dodatku zbóż. Karma przeznaczona dla psów o wrażliwym układzie pokarmowym i poziomie aktywności od normalnego do wysokiego. Została przygotowana na bazie świeżego szwedzkiego mięsa z renifera, które nadaje karmie wspaniały smak.

Skład karmy Bozita Robur z reniferem:
Kurczak 32% (suszony kurczak 24%, świeży szwedzki kurczak* 8%), suszone ziemniaki*, skrobia grochowa*, świeżo przyrządzony renifer* (8%), tłuszcz kostny*, jaja suszone*, kurczak hydrolizowany, suszona pulpa buraczana* (odcukrzona), minerały, ziarna lnu*, lignoceluloza*, inulina z cykorii* (FOS 0,63%), drożdże* (w tym betaglukany 1,3/1,6 0,05%), glukozamina* (0,05%), siarczan chondroityny* (0,004%)
*Naturalne składniki."

Czy czymś szczególnie się wyróżnia? Ładnym opakowaniem :-P Tyle mogę stwierdzić ja, ale Ronya docenia jej smakowitość (choć renifera w składzie stanowczo malutko). W ostatnim czasie "babcia" czasem trochę wymyśla i mimo głodu zostawia pełną miskę. Oczywiście pierwsza moja reakcja- "Ekhm. Znowu coś! Zamieszkamy w gabinecie u naszego weta...". Na szczęście z Renatką nie dzieje się nic złego, a niedojadanie jest efektem widzi-mi-się. I tu OGROMNY plus dla Bozity. To kolejna karma od nich, która jest pochłaniana JUŻ. TERAZ. 


ŻOŁĄDECZEK... Dla mnie najbardziej precyzyjny czujnik u Rońki. Coś nie tak z daną karmą i zaraz o tym wiem. Może mieć NAJLEPSZY skład, cudowne dodatki, a nie będzie odpowiadała i będą rewolucje. Szalone rewolucje... Miałyśmy przyjemność testować różne suche karmy, z różnych grup cenowych/jakościowych. Karmy od Bozity stanowczo odpowiadają moim psom, w szczególności Ronyi. Przejście na Sensitive z reniferem przebiegło bardzo sprawnie, dalej karmimy nią "babcię". Nie zauważyłam NIC niepokojącego ani w kwestiach ewentualnej nietolerancji (rozstroje, zaparcia, biegunki, itp.), ani też alergii na jakikolwiek składnik (zero drapania, włos w doskonałej kondycji). 


Z punktu widzenia człowieka - karma nie ma zbyt intensywnego zapachu, choć po otwarciu worka czuć ją wyraźnie. Nie jest to jednak uciążliwy zapach. Granulki są średniej wielkości, przemyślane tak, aby mogły być jedzone przez psy róznych ras. Dla 9 kg Ronyi są odpowiedniej kruchości i mają optymalny rozmiar. Mniejsze wciągnęłaby nosem, a większe pewnie sprawiałyby trochę problemu. Karma nie brudzi rąk/ubrań. Możną ją śmiało wrzucić do kieszeni "na wszelki wypadek", żeby mieć czym nagrodzić psa w nieoczekiwanej sytuacji. Tak jak wspominałam na początku - bardzo ładnie wygląda opakowanie i tak jak inna testowana przez nas karma Bozity, duży worek posiada sprytne zamknięcie "na zamek/suwak". Ułatwia to przechowywanie tym, którzy nie posiadają wiaderka na karmę. Nam niestety zamknięcie się zepsuło po 3 dniach testowania, ale z całym workiem upchneliśmy jedzonko do wiadra i Ronya dalej cieszy się świeżością swojej karmy. 


Czy polecam i komu? Z czystym sumieniem polecam. Szczególnie psom, dla których jest ona dedykowana. Czy pies czuje w niej renifera to nie powiem - możecie zapytać Rońkę :-P Ale jest delikatna i nie da się ukryć, że tolerowana przez Rakietowy układ pokarmowy. Smakowitość jest wystarczająca patrząc na znikające z miski granulki, a i zapach z pyska przyzwoity (co wcale nie jest takie oczywiste przy karmieniu suchą karmą). U Ronyi się sprawdziła - nie było problemów z brzuszkiem, który często męczy "babcię" przy zmianie karmy. Reszta stada też chętnie wykradała chrupki z miski :-)


niedziela, 2 lipca 2017

Maced w odwiedzinach u terrorów - smakujemy naturalne gryzaki!


Memłać, memłać, memłać... I tak bez końca... Ommmm...Sens życia Rakiet to memłanie! Ale co dać psu do memłania żeby było smacznie i pieseczek był zainteresowany - tak od pierwszego liźnięcia do ostatniego kawałeczka? My dzięki TOP for DOG miałyśmy przyjemność przetestować różności od firmy Maced. Rakiety przememłały dziesiątki śmierdzieli, gryzaków, itp. Pewnie na samą myśl o nich dalej cieknie im ślinka...


Do testów Maced przekazał nam taki zestaw:
- żwacze wołowe
- mini żeberka
- gryzaki wołowe light
- płuca wołowe
- spaghetti (jelita wieprzowe)

oraz dodatkowo przysmaki Junior MIX i Dentic (przysmak, który ma na celu wspomaganie w czyszczeniu zębów). 

Jako Polska firma Maced staje na wysokości zadania i jakość testowanych gryzaków jest bardzo zadowalająca. Psy są zachwycone, suszki nie brudzą rąk (no może poza żeberkami, które okazały się odrobinę tłuste - Jetta od początku ich unikała, ale ona
jest dziwnym psem i chyba brzydzi się takimi śmierdzielami, tak samo nie ruszy ścięgien...).


Dla Rakiet stanowczo numerem jeden okazały się gryzaki wołowe (pakowane po 2 szt, super!). Musiały im poświęcić najwięcej czasu i wyraźnie baaaardzo im smakowały. Ten rodzaj gryzaka mogę polecić do trochę dłuższego zajęcia psa, ponieważ reszta testowanych pyszności znikała w psich paszczach zdecydowanie szybciej. Ronya jest kosiarką jeśli chodzi o tego typu smakołyki, więc dla mnie nie jest żadnym wyznacznikiem :-P Ona rozpracowuje prasowane kości 3x szybciej niż pozostałe moje Rakiety. Jetta i Najah to raczej "normalne" testerki i na ich podstawie mogę stwierdzić, że najszybciej znikały płuca i spaghetti. 


Oczywiste jest chyba, że takich przyjemności nie można podać psu za dużo jednego dnia. Wtedy mamy jak w banku zdwojoną (conajmniej) liczbę spacerów :-P U nas tak się stało, ponieważ nie zauważyłam otwartej paczki żwaczy i wyszliśmy do pracy... Oczywiście po powrocie panienki zostawiły dla nas jedynie śmieci w postaci porozdzieranej paczki i innej niespodzianki. Na szczęście pominięcie jednej porcji karmy wystarczyło żeby brzuszki wróciły do normalnego funkcjonowania (szczególnie jeden wielki najedzony brzuchol - tak, oczywiście Ronyi). Dawkowanie po 1-2 szt dziennie u nas okazało się optymalne.


Dodatkowe smaczki, które dostałyśmy okazały się dla psów mniej atrakcyjne, choć przysmaki Junior MIX przydają się w czasie nauki najmłodszej Rakiety - małe, łatwo je podzielić, są miękkie i nie brudzą. Nie schną szczególnie szybko, więc nawet kiedy przeleżały w kieszeni bluzy 3 dni - dalej nadawały się dla szczeniaczka ;-) Staruszki też były zainteresowane i chętnie prezentowały wszystkie znane sztuczki - a może jednak za coś dostaniemy smaczka? Dentic okazał się intensywnie pachnącym gryzakiem o przekroju w kształcie gwiazdy, przez co ma łatwiej docierać w różne zakamarki psich zębów i przyczyniać się do ich oczyszczania. Czy faktycznie zęby mają szansę być czyszczone? Nie wiem, gryzaki u moich psów zniknęły w paszczach w kilkanaście sekund. Jedynie Najah męczyła się ze swoim chwilę dłużej. Może przy regularnym stosowaniu dadzą radę ;-)


Suszki firmy Maced możemy polecić każdemu właścicielowi psa - to rzecz niezbędna w każdym domu! Trochę smrodku jeszcze niekomu nie zaszkodziło, a radość psów bezcenna. Jeśli ktoś ma ogród, to zawsze może podać psu suszki na zewnątrz i uniknąć niezbyt atrakcyjnego zapachu :-P A jeśli nie... Coż tam - zawsze można przewietrzyć. A oczy mówiące "Omomom, Paniii... Taka pychaaa... Poproszę jeszcze!", to chyba wystarczająca zachęta do zakupu śmierdziuchów, a najlepiej zrobienia sporych zapasów :-)


PS - Patrzcie tylko, co ta nasza mała akrobatka Najah zrobi za suszki. Jeszcze trochę i stanie na głowie :-P 



czwartek, 22 czerwca 2017

Czym zająć terrora nad wodą?


Nasza pierwsza recenzja w tej edycji plebiscytu TOP for DOG dotyczyć będzie zabawki.  Ale nie byle jakiej... O nie, nie. Moje stado stanowczo stwierdziło w trakcie trwania testów,  że ta zabawka jest inna niż wszystkie i bardzo, ale to bardzo im odpowiada. Dlaczego? I co tak właściwie trafiło w moje ręce i zęby moich terrorów?


Piłka KORA od Saraaport - ze skóry ekologicznej, wypełniona miekkim sylikonem - całość ręcznie szyta. Dla Rakiet wybrałam model KORA4 o średnicy 80 mm (jest to 12 łatek zszytych ze sobą). Ciut żałuję, że nie ma mniejszych, bo ta ledwo mieści się w paszczy Jetty. Na szczęście jest uchwyt, więc każda z dziewczyn daje radę :-)


Pierwsze wrażenie? Eee, no to pewnie zaraz będą piękne dziury po zębach... Nic bardziej mylnego! Nie wiem do końca jak to możliwe, ale na tej piłce wisiały wszystkie Rakiety i NIC. Zero dziurki. Jedynie minimalne draśnięcia, ale po zębach najmłodszej, która ma jeszcze szczeniaczkowe szpilunie. Dorosłe zębiska na szczęście sobie z piłką nie poradziły. Uff! 


Działanie piłki jest dla mnie niewytłumaczalne, ponieważ wszystkie 3 suki są ZACHWYCONE. Jedną utopi drugą żeby tylko dorwać zabawkę w swoje zębiska. A w tym wszystkim króluje Najah, bo jest najmniejsza i najsprytniejsza - poza tym "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta" :-P 

KORA4 służyła nam przez okres testów do aportowania z ziemi, z krzaków (ups!) i z wody. Najwięcej emocji budziła oczywiście w wodzie, ponieważ Jetta próbując ją chwycić w zęby zanurzała piłkę pod wodę, a to zmuszało ją do nurkowania. Na szczęście przy nieudanych próbowach złapania za piłkę pozostawała możliwość uchwycenia pętelki. Niestety jak kiedyś pętelka się urwie, to piłka będzie służyła Rakietom tylko na lądzie. Jetta mogłaby się utopić namiętnie wpychając zabawkę pod wodę :-P


Niewątpliwym plusem piłki jest możliwość wybrania koloru FLUO - żółtego, pomarańczowego i różowego. Przez to zabawka jest widoczna w wodzie i wszędzie, gdzie trafi po rzuceniu. Poza tym różowy to taki "twarzowy" kolor, że wszystkie moje Rakiety wyglądają z piłką uroczo... I modnie :-)

Czy KORA4 ma jakieś minusy? Chyba jeden. Dość długo schnie. Co prawda nie nasiąka jakoś bardzo mocno, ale po wodnych szaleństwach potrzebuje trochę czasu, aby dobrze wyschnąć. My mamy ten plus, że mogę ją powiesić przed domem i spokojnie schnie, kusząc przy okazji psy. Oj tak - piłka serio KUSI wszystkie 3. Jak widzę ten obłęd w oczach, to znam myśli wirujące w psich łepetynach - "O Paniiiiii, rzuć! Rzuć to, nooooo... Pani, prosimyyy!". 


Dla mnie zabawka godna polecenia w 100%. Niby prosta sprawa, zwykła piłka z uchwytem. Ale wykonanie na duży plus, przy terrorowych zębach wytrzymałość ogromna. Przedział wagowy u nas to 4 - 9 kg i KAŻDA wisiała na piłce. Nic nie pękło, a jak ktoś zna moje dziewczyny, to wie jak kochają się szarpać :-) Zamówimy kolejną jak ta skończy swój żywot, choć nie wróżę jej krótkiego życia u nas. Chyba pierwsza zabawka, która trafiła w zęby  Rakiet i wydaje się być dla Rakiet stworzona...



Pozdrawiamy!

piątek, 24 lutego 2017

Zanim pojawią się szczenięta...

Witajcie po przerwie!

Żyjemy i mamy się nieźle, choć u nas duże zmiany - ale Rakiety są cudownymi psami i idealnie dopasowują się do wszystkiego, co podsuwam im "pod nos".

Dziś poświęcę post tematowi, który jest u nas obecnie na tapecie - szczenięta. Czy to prawdziwy cud?


Nasza Rakieta Jetta niedługo doczeka się pierwszego w swoim życiu potomstwa. Ale zacznijmy od początku... Jak to się stało i czego musieliśmy dopilnować, aby szczenięta kontynowały rakietowy ród?

1. Wszystko zaczęło się oczywiście od Jetty - przyszła na świat 14.07.2014 roku ze skojarzenia Ronyi i Rapa. Urodziła się wśród 3 braci i 2 sióstr. Wszystkie szczenięta były biało-brązowe o włosie szorstkim. 


2. Jako 4-miesięczne szczenię rozpoczęła swoją przygodę z wystawami psów rasowych. To ważne, aby psiak obył się z atmosferą ringu i całego otoczenia jeszcze w klasie młodszych szczeniąt lub szczeniąt, kiedy to nie ma jeszcze parcia na jakieś szczególne i znaczące tytuły. Te zaczynają sie dopiero w klasie młodzieży.

3. Z upływem czasu Jetta stała się wystawowym wyjadaczem. Ona kocha się pokazywać! Odkąd skończyła 4 miesiące - aż do teraz - regularnie uczestniczyła w wystawach krajowych i międzynarodowych uzyskując oceny doskonałe, zazwyczaj rzetelne opisy od różnych sędziów oraz lokaty. Po skończeniu 15 miesięcy mogła zacząć "zbierać" oceny potrzebne do "hodowlanki", czyli do uzyskania uprawnień suki hodowlanej. Co to znaczy? Suczka potrzebuje 3 ocen od conajmniej 2 różnych sędziów, muszą to być oceny min. bardzo dobre. Min. jedna z ocen musi zostać przyznana na wystawie międzynarodowej lub klubowej. Łatwizna, prawda? Mając suczkę doskonałą w typie, z cudownym temperamentem i lubiącą wystawy nie był to dla nas problem.

4. OK. Mamy uprawnienia i co dalej (wpisane do rodowodu!)? Teoretycznie możemy kryć... Ale jeśli ktoś lubi wystawy, ma czas i pieniądze, to warto uzyskać jakieś championaty. Na początek Ch. Polski? A co przyniesie czas? Może kolejne? :-)


5. Mamy już wszystko co chcieliśmy - uprawnienia, championaty, BADANIA wskazane dla konkretnej rasy. Kim pokryć naszą małą słodką suczkę? Jak znaleźć odpowiedniego kandydata? Dla mnie pies albo ma w sobie "to coś", albo tego nie posiada. Częste uczestnictwo w wystawach pozwoliło mi ocenić na żywo obecne reproduktory, podpatrzeć jak się zachowują w obcym miejscu, dotknąć szaty, przyjrzeć się w ruchu. To pozwoliło mi stworzyć listę potencjalnych ojców miotu "N".Oczywiście pies powinien być doskonałym przedstawicielem rasy, bez widocznych wad, ze stabilnym charakterem i musi nas do siebie przekonywać. Psa należy wybrać tak, aby skojarzenie go z naszą suczką pozwoliło chociaż częściowo wyeliminować niedoskonałości u potomstwa. Dla mnie wybór odpowiedniego kandydata dla Jetty był bardzo trudny i ostatecznie zdecydowałam, że tatusiem Rakiet zostanie zagraniczny piesek znajdujący się w rękach hodowczyni z Polski.

6. Kryjemy! To akurat temat na osobny post, ponieważ zagadnień związanych z określeniem odpowiedniego momentu do krycia itp. jest duuuużo. Ale przeskakując ten etap i nie zagłebiając się co jak i kiedy...

7. W 30-35 dniu od krycia robimy naszej suczce badanie USG i dowiadujemy się, czy spotkanie było owocne i czy na pokładzie zameldowały się już maluchy :-) U nas USG potwierdziło ciążę, więc z niecierpliwością oczekiwaliśmy zwiększania się wymiarów Jetty. Prędkość z jaką mamuśka przybiera na wadze i z jaką rośnie jej brzuszek jest kosmiczna!



8. Czekamy na cud narodzin, o którym napiszę w kolejnym poście :-) U nas to już bardzo blisko, połowa marca zbliża się wielkimi krokami! Nie mogę się doczekać...

Przesyłam całuski od psiej mamuśki Jetty i jej rosnącego brzucha :-)


Trzymajcie kciuki!




sobota, 15 października 2016

Strach ma wielkie oczy - recenzja Relaxer Kęsy



Jak pomóc psu, który się boi? Czy są na to jakieś sposoby? Firma ScanVet podsunęła nam do testów Relaxer Kęsy, czyli kęsy pomagające psu poprawić nastrój, zmniejszyć niepokój i nadpobudliwość. Czym jest Relaxer i co wchodzi w jego skład?



Skład:
Płatki pszenne, kukurydza (ekstrudowana), gliceryna, siemię lniane, hydrolizowane białko ryb, melasa z trzciny cukrowej, olej roślinny (sojowy), lecytyna surowa; Dodatki: witaminy i prowitaminy/kg: witamina B3 (3a315 - niacynamid) 375mg, witamina B1 (chlorowodorek tiaminy) 75 mg, witamina B6 (3a831 - chlorowodorek pirydoksyny) 6,3 mg, witamina E (E306) 12500 j.m.; aminokwasy/kg: L-tryptofan 34500 mg, L-teanina 19 mg; konserwant (sorbinian potasu – E202).

Od producenta:
Relaxer Kęsy stosuje się u psów lękliwych, nadpobudliwych lub przejawiających inne problemy behawioralne (np. lęk separacyjny, fobie dźwiękowe). Podawanie zaleca się także przed sytuacjami potencjalnie stresującymi dla psa np. burze, fajerwerki, przeprowadzka, podróż, rozłąka z opiekunem, wystawy, wizyty lekarskie, zabiegi pielęgnacyjne, odstawianie od matki, adopcja, hospitalizacja. Można także podawać wspomagająco przy chorobach wywoływanych lub potęgowanych przez stres np. przy dermatozach psychogennych. 


Kęsy w praktyce:
Po otwarciu opakowania wydobywa się ze środka bardzo intensywny zapach, który wywabia Rakiety nawet z łóżka :-) Firma informuje o smakowitości kęsów i mogę to potwierdzić w 100%. Moje psy oszalały! Testerką była tym razem tylko Jetta, ale Ronyi udało się wykraść pyszność i była z siebie bardzo zadowolona. 

Podawanie – nie jest to żaden problem, kęsy mimo wielkości są łatwe do dzielenia w razie potrzeby, ale nawet mała Jetta dała sobie radę z całym kawałkiem. Testowanie czegokolwiek jadalnego przez jedną z dziewczyn wymaga skutecznego pilnowania drugiej. Tym razem było podobnie i Ronya za każdym razem czaiła się, czy na pewno młoda zjadła wszystkie okruszki...

Dla psa o wadze 6-10 kg (Jetta waży 7.5) należy podać 2 kęsy. I tu od razu zaznaczę , że w naszym przypadku taka dawka nie była wystarczająca. Zwiększyłam ją do 3 kęsów podawanych w odstępach czasowych. Wszystkie informacje o dawkowaniu znajdują się na bardzo czytelnej etykiecie produktu oraz na stronie firmy ScanVet. Kęsy należy podać 1-2 h przed spodziewaną sytuacją stresową (u nas było to na 2h przed, kolejny po upływie 30 min i ostatni także po 30 minutach. 

Po co nam Relaxer Kęsy?
Wybrałam do testów Jettę, która z dużym niepokojem podróżuje samochodem. Pociągami jeździć lubi, ale na sam widok pakowanej do auta Ronyi zaczyna się denerwować. Jak to wygląda? Ziajanie, nerwowe zmiany pozycji w trakcie jazdy. Potrafi przejechać pół Polski na siedząco, kiedy to jej matka smacznie śpi obok. Nie ukrywam, że spędzało nam to sen z powiek. Strasznie jest patrzeć na swojego psa, który tak się męczy podróżą. W dodatku jeździmy dużo, a sezon wystawowy trwa u nas cały rok. Wystawy na drugim końcu Polski? Oczywiście! Jednak z powodu ciężkich przeżyć Jetty musimy planować wyjazdy tak, aby przed wystawą przenocować gdzieś blisko, czyli logistyka na najwyższym poziomie i wzrost kosztów o dodatkowe noclegi. Czego się spodziewałam po testowanym produkcie? Każdy chciałby, aby po podaniu wszystkie negatywne reakcje zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie zniknęły, ale efekty zauważyliśmy i dalej będziemy stosować u Jetty Relaxer Kęsy.


Zrelaksowany terror w samochodzie?
Oczekiwanego efektu jeszcze nie udało nam się osiągnąć, ale wierzę, że przy pomocy kęsów firmy ScanVet nam się uda. Relaxer Kęsy działa w obrębie OUN (ośrodkowego układu nerwowego), a zawarte w nim naturalne składniki uczestniczą w produkcji neuroprzekaźników, np. serotoniny („hormon szczęścia”), GABA (pozwala organizmowi odczuwać stan odprężenia) i melatoniny. Stosowanie kęsów ma na celu zmniejszyć u psa niepokój i poprawić nastrój. Jak to wygląda u Jetty? Po upływie wymaganego czasu widać po niej, że jest zrelaksowana, ale nie sprawia wrażenia otumanionej. Zachowuje się całkiem normalnie, jest aktywna, ale wyraźnie zadowolona. Po zapakowaniu do samochodu jej stan ulega zmianie, widać, że coś zaczyna się dziać. Jednak zachowanie odbiega od pierwotnego stanu i widać poprawę. W trakcie testów przestała się ślinić, co było dla mnie najgorszym problemem (po podróży Tczew – Zakopane – Tczew przez dłuższy czas utrzymywały się przebarwienia od śliny na łapach). Pojawia się w dalszym ciągu ziajanie, ale muszę przyznać, że jest już mniej uciążliwe i wyraźnie stan Jetty zmierza w dobrym kierunku. Zaczyna się sezon spacerów nad morzem, więc postanowiliśmy wspomóc „terapię” Relaxerem i budować łańcuch skojarzeń w taki sposób, aby jazda samochodem ZAWSZE dobrze się kojarzyła. 

Obiecujemy aktualizację postu po dłuższym stosowaniu Relaxera – mam nadzieję, że przy pomocy kęsów i systematycznej pracy uda nam się osiągnąć u Jetty stan choć odrobinę podobny do Ronyi.
Uprzedzając Wasze pytania: Jetta podróżuje zawsze w transporterze, próbowaliśmy przewozić dziewczyny w dwóch osobnych oraz w jednym wspólnym transporterze. Nie ma to dla niej różnicy. 

Dla kogo Relaxer Kęsy?
Dla właścicieli psów bojących się np. burzy, zbyt rozemocjonowanych (które reagują na okrzyki, silne emocje) czy nadpobudliwych. Pomoc Relaxera przyda się psom, które nie potrafią się odciąć od bodźców i nerwowo na nie reagują. Poleciłabym go także debiutantom wystawowym i psom, które nie przepadają za wizytami u weterynarza. Jeśli będziecie mieli jeszcze jakieś pytania odnośnie działania kęsów, piszcie śmiało! :-)