sobota, 16 września 2017

Przysmaki Milord - uczta księżniczek


"Są istoty, dla których jesteśmy najważniejsi. Nieważne gdzie jesteśmy, ile mamy i kim
jesteśmy, ważne jest to, że jesteśmy. Bez względu na nasze wady, One wpatrują się w nas
jak w obraz, obdarzając bezwarunkową miłością i zaufaniem. Jesteśmy Ich, a One nasze.
Dlatego tworzymy to, co tworzymy. Chcemy im podziękować, najlepiej jak potrafimy."


Tymi słowami, które znajdziecie na stronie https://milord.com.pl w zakładce "O firmie", rozpoczynamy już chyba ostatnią recenzję w ramach TOP for DOG 2017. Cytuję ten fragment ze względu na jego MOC. W kilku zdaniach zawarty jest calutki sens relacji pies-człowiek i człowiek-pies... 

Wróćmy jednak do recenzji, w której postaram się Wam przybliżyć produkty firmy Milord - przysmaki dla psów wyprodukowane w większości z mięsa pochodzenia polskiego. O swoich pysznościach firma Milord pisze tak:

"Nasze przysmaki w znakomitej większości produkujemy z mięsa pochodzenia polskiego. Z uwagi na bardzo wysoką zawartość białka, przysmaki znajdują również zastosowanie jako karma uzupełniająca. Mięso poddajemy suszeniu ciepłym powietrzem, a zastosowany odpowiedni proces, pozwala na zachowanie wszystkich wartości odżywczych. Nasze przysmaki produkujemy z całych kawałków mięsa, bez dodatku konserwantów, sztucznych barwników, wzmacniaczy smaku i aromatów. Na jeden kilogram przysmaków składa się około 3,5 kilogramów surowego mięsa. Smakołyki cechuje bardzo wysoka zawartość witamin A, E i D3, które wspomagają metabolizm i wzmacniają kości. Optymalna zawartość tłuszczu i włókna surowego sprawia, iż przysmaki są idealne dla psów z nadwagą i wrażliwym układem pokarmowym, ponadto doskonale czyszczą kamień nazębny, wzmacniają dziąsła i likwidują przykry zapach z pyska."


Do testowania otrzymaliśmy intensywnie pachnący karton pełen smakowitych kąsków: łosoś, dorsz, indyk, wołowina, cielęcina i królik. Moment wejścia do domu z paczką zapamiętam na długo :-P zostałam osaczona przez całe rakietowe stado i nie było nawet mowy o tym, żeby otworzyć karton. Psie nosy były WSZĘDZIE. Ale nie dziwię im się, bo "pachniało" jeszcze zanim cokolwiek z nim zrobiłam. Po otwarciu emocje sięgnęły zenitu i Ronya złapała się z Jettą... Na szczęście ostrzeżenie słowne wystarczyło żeby wróciły im móżdżki. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym od razu nie otworzyła którejś paczuszki - wybór padł na indyka. Zapach tak intensywny, że wykręcało nam nosy. Psy ZACHWYCONE! I te wycieczki do kuchni i przesiadywanie i "modlitwy" pod szafką, w której trzymamy smakołyki... Obłęd. Obłęd na 12 łapach, a nawet na 16, bo i Spike załapał się na konsumpcję. 


Wszystkie smakowite kąski są cudownie chrupiące, szczególnie rozgryzany dorsz brzmi miło dla ucha ;-) Łosoś ocieka tłuszczykiem i jest zdecydowanie nr 1 u 2/3 Rakiet. Mała Najah na ulubiony smakołyk wybrała sobie INDYKA. Pozostałe mięsko znika w psich paszczach równie szybko. I to jest JEDYNY minus tych mięsnych smakołyków. Choćbym nie wiem jak bardzo przemaglowała prudukt zgłoszony przez firmę Milord, nie znajdę więcej minusów. 

Plusów jest DUŻO:
- zdrowe, prawdziwe mięso
- suszone w taki sposób, aby zachować wszystkie wartości odżywcze
- dostępne w wielu "smakach" do wyboru
- bez sztucznych dodatków
- wyprodukowane z całych kawałków mięsa
- smakowitość i ZAPACH


Każdy rodzaj przekąski ma inną zawartość tłuszczu, przez co możemy wybrać idealną dla naszego psa. Z testowanych przez Rakiety smakołyków najwięcej tłuszczu zawiera wątróbka królicza i królik sam w sobie (14,9%) oraz łosoś, który jako jedyny wręcz ocieka tłuszczykiem, natomiast najmniej znajdziemy go w dorszu (3,9%). Można więc wybrać odpowiedni rodzaj mięska, który będzie dla naszego psa idealnym uzupełnieniem codziennej diety. 

U Rakiet nie stwierdziliśmy ani uczulenia (drapania, zaczerwienienia), ani rewolucji żołądkowych. Przekąski od firmy Milord idealnie wpisują się w codzienność każdego z naszych psów - ta bardziej aktywna część stada jest w Milordzie zakochana, ale także nasza weteranka Ronya doceniła smak i szybki dostęp do pyszności. Miejsce przechowywania smakołyków jest pilnie strzeżone przed małolatami, a każda próba kradzieży kończy się niskim warkotem wydobywającym się z wnętrza Ronyi. A że respekt do niej czują - Milord jest bezpieczny i może być dawkowany przez Panią lub Pana :-) Inaczej prawdopodobnie zniknąłby w rakietowych brzuszkach zanim zdążyłabym dokończyć to zdanie...


Podsumowując - jeśli jeszcze nie wiecie na kogo oddać głos w plebiscycie, biegnijcie po Milorda i dajce spróbować psu. Gwarantuję, że przy każdej możliwej okazji będzie wracali po te pyszności!

czwartek, 7 września 2017

Psia sierść wszędzie? Z pomocą przyjdzie Wam...


- Odkurzysz?
- Przecież rano odkurzałaś.
- To zobacz co się dzieje w salonie...

Tak, u nas właśnie tak wygląda dzień. Odkurzanie 3 razy dziennie, bo częściej mi się już odechciewa. Włosy włosami, mamy szorstkie psy i pewnie mogłyby się sypać bardziej - piach, kawałki trawy, siana... Piękny dywan na podłodze ;-) Ale w tym roku miałam możliwość przetestowania czegoś nowego, czegoś WOW od Furminatora. FURflex SYSTEM, bo o nim mowa - przybył nam na pomoc w ogarnięciu psich kłaków. I od razu podbił moje serce, choć nie ukrywam, że nie tylko moje :-P ("Przyjemnie jest usiąść na kanapę i wstać bez kłaków przyklejonych WSZĘDZIE, dopisz to w recenzji."). 



Czym jest ten sprzęt? Podstawą systemu jest oczywiście rączka posiadająca system blokowania dostosowany do konkretnych wymiennych głowic. A głowic do testowania otrzymaliśmy aż 6. Każda z innym przeznaczeniem i uwaga... Nie tylko do wyczesywania psa! 

W czym możemy wybierać?

Zacznę od głowic przydatnych w domu i samochodzie:

1. FURMINATOR Furflex - Szczotka do sprzątania sierści - Narzędzie przeznaczone do sprzątania sierści do powierzchni tapicerowanych, w domu i w samochodzie. Szczególnie polecana do sprzątania krótkiej sierści.


2. FURMINATOR Furflex - Rolka z pojemniczkiem do sprzątania sierści - Narzędzie przeznaczone do sprzątania sierści z tapicerowanych powierzchni w domu i w samochodzie. Urządzenie posiada zbiorniczek, w którym gromadzi się zebrana sierść.  Bez używania taśm i rolek z klejem.


 I te do bezpośredniej pielęgnacji psa:

3. FURMINATOR Furflex - Główka do wyczesywania podszerstka dla psów - Innowacyjne, wyprofilowane ostrze Comfort Edge ze stali nierdzewnej dopasowane jest do naturalnego kształtu ciała zwierzęcia. W bezpieczny sposób sięga przez warstwę włosa okrywowego, wyczesując podszerstek i martwy włos, nie powodując uszkodzeń skóry i sierści. Urządzenie przeznaczone jest do wszystkich długości sierści. Przycisk Furejector pozwala z łatwością usunąć sierść z narzędzia.


4. FURMINATOR Furflex - Narzędzie do usuwania kołtunów - Narzędzie bez wysiłku usuwa splątnaną sierść. Dostosowane jest również do osób leworęcznych - ostrze można obrócić na drugą stronę. Wyprofilowane ostrze wykonane zostało ze stali nierdzewnej, dzięki czemu narzędzie jest bezpieczne.
5. FURMINATOR Furflex - Szczotka wygładzająca - Szczotka wygładzająca delikatnie pozbywa się splątanych włosow. Jej rozdwojona główka dopasowuje się do kształtu ciała zwierzęcia podczas pielęgnacji. Szczotka rozczesuje i wygładza sierść, bez szarpania i wyrywania sierści.


6. FURMINATOR Furflex - Grzebień - Grzebień usuwa splątania i zanieczyszczenia z sierści. Zaokrąglone igły obracają się o 360o, co eliminuje podrażnienia skóry i minimalizuje szarpanie włosów.

Przyznaję, że najbardziej byłam ciekawa działania głowic do sprzątania. Każda użyta samodzielnie nie spełniła moich oczekiwać, ale użyte razem poprawiły mi zdecydowanie nastrój. Testom poddaliśmy kanapę, która... wstyd przyznać - przy psach wygląda koszmarnie. Nawet kładzenie koca nic nie daje, bo jak nas nie ma Ronya robi sobie z takiego koca wygodne legowisko, a reszta śpi bezpośrednio na kanapie... Odkurzacz nie dawał sobie rady, zbierał jedynie piach i najmniej uparte włosy. Czyli tyle co nic. Jednak w ruch poszła szczotka do tapicerki i rolka. Od teraz sprzątanie jest zdecydowanie przyjemniejsze, a walka z psimi kłakami wyrównana. Nie jestem skazana na porażkę już na starcie :-) Działanie obu głowic jest bajecznie proste, przy szczotce trzeba się trochę namachać, ale dla efektu warto. 



Głowice przeznaczone dla psa także nas nie zawiodły. Luna w ciągu 5 min czesania pozbyła się dużej ilości włosa, a czeka nas ciąg dalszy żeby przywrócić ją do pełni szczęścia. Na Rakietach testowałam jedynie standardową końcówkę do wyczesywania podszerstka i przyznam, że faktycznie nie wyrwałam tym sposobem właściwego włosa, ani nie połamałam - a to były główne zarzuty stawiane tym narzędziom przez hodowców i właścicieli psów szorstkowłosych. Włos wszystkich moich dziewczyn pozostał twardy i zdrowy. Czyli taki, jak być powinien. Podszerstka jak się okazało było DUŻO - jednak dywan na podłodze miał źródło w naszych psach. Kłaki nie spadały z nieba :-P 

Miłym zaskoczeniem jest też dla nas końcówka do usuwania kołtunów. Tego narzędzia nie testowaliśmy na psie, ale zrobiliśmy to dość nieszablonowo. U nas ta część FURflex SYSTEM sprawdziła się... przy przerywaniu grzyw u naszych koni. Mówiłam, że nieszablonowo :-)  Od teraz także ten zabieg będzie łatwiejszy. Super! Dodatkowo końcówkę można dostosować dla osoby prawo- lub leworęcznej. Wystarczy wypiąć środek i przełożyć. Ot, cała filozofia. 



Sama obsługa wymiennych końcówek jest prosta - rączka posiada specjalny przycisk zwalniający. Pamiętajcie, aby docisnąć głowicę do końca! Inaczej będzie wypadać. Odpowiednio nałożona nie ma prawa się nawet delikatnie poruszyć ;-) Przetestowane! Dla firmy w tym miejscu ogromny plus za wykonanie. Wszystko dobrze wykończone, solidne, trwałe, łatwe do utrzymania w czystości. I co ważne - rączka jest zdecydowanie WYGODNA, a głowice zaprojektowane tak, że ich użycie też jest przyjemne. Nie trzeba się wcale szczególnie gimnastykować. 

U nas FURflex SYSTEM zajmuje specjalne miejsce w domu i podejrzewam, że zbyt szybko nic go nie zrzuci z podium. Polecamy z czystym sumieniem!

sobota, 2 września 2017

Modne terrory w wersji America


Chociaż Rakiety zdecydowanie preferują testowanie JEDZENIA wszelkiej "maści" w dowolnej ilości, jest coś, co uwielbiam JA. Nie powiem, żeby psy były smutne dostając nowe "szaty", ale z wiadomych przyczyn wolą JEŚĆ :-P Tym razem do testowania otrzymałyśmy od firmy Dingo zestawy szelki + smycz z serii America STRONG - Jetta cudownie słodki, wręcz do schrupania kolor FLORYDA, a Ronya szalony letni KOLORADO. Przy otwieraniu paczki już poczułam zachwyt i padło pierwsze "Oh, woooow... Jakie cudne!". Nie mogłam się doczekać powrotu z pracy i pierwszych przymiarek. Czyli cała ja... 


Pierwsze wrażenie już znacie, ale co dalej? - śliczne soczyste kolory, szycia wyglądające na wystarczająco mocne, solidne wykonanie. Tyle widzimy zaraz po otwarciu przesyłki. Pierwszy minus dla mnie - taśma z motywem jest naszyta na taśmę nośną w trochę zbyt kontrastowych kolorach (szelki mają czarne podszycie, smycze już nie). Osobiście preferowa

łabym dopasowanie także w tej kwestii, co oczywiście jest tylko i wyłącznie moim odczuciem.
Co robiły Rakiety żeby przetestować swoje gadżety? WSZYSTKO, ha ha. Czyli typowe życie psów wiejsko-miejskich. Pływanie, bieganie, taplanie w błocie, spacery w deszczu, upale (o zgrozo dopadła nas taka konieczność, ale na szczęście był to krótki "spacer"). Szelki miały zdecydowanie trudniejsze zadanie, bo bezpośrednio uczestniczyły w większości tych szaleństw. Smycze służyły nam głównie w mieście, ponieważ na wiejskie spacery zdecydowanie wolimy dłuższe smycze (w ramach testów zabraliśmy jednak obie smycze na taki spacer i dostały niezły wycisk). 


Co podoba mi się w tych zestawach najbardziej? Kolorystyka i typ szelek. Takich Rakiety jeszcze nie miały, a wg mnie bardzo im pasują, szczególnie biorąc pod uwagę styl życia. Moje psy ważą 7.5 kg i 9 kg. Dla nich szycia są wystarczająco mocne, klamry i rzep znajdujący się na pasku biegnącym na piersi także wytrzymały spore przeciążenia. Wbrew pozorom jack russell terrier w chwilach dużego pobudzenia potrafi mocno pociągnąć. Zarówno szelki jak i smycze wytrzymały takie akcje. Bałam się jedynie o utrzymanie szelek w czystości po Rakietowych wygłupach w piasku, błocie, itp. Do pralki jeszcze ich nie wrzucałam i nie planuję. Spłukałam tylko pod wodą i zabrudzenia zeszły, a drobinki piasku całkiem szybko się wypłukały nawet z zakamarków. Oczywiście trochę czasu potrzebują na wyschnięcie, ale to przecież normalne. 


Odstraszać może pasek zapinany na rzep, niczym nie podszyty, a dość wąski. U swoich psów nie zauważyłam negatywnych skutków noszenia szelek z takim paskiem - obie suczki są szorstkowłose (włos na piersi też się nie wytarł). Plusem jest odblaskowa taśma na tym pasku, którą doskonale widać nawet przy niewielkim źródle światla. Dla mnie to chyba tyle minusów obu zestawów ;-) Jednak plusy zdecydowanie przeważają. Kolorystyka, szycia, wykonanie, model - wszystko super. Łatwe zakładanie i dopasowanie, dokładne przyleganie do psiego ciała, to kolejne zalety szelek STRONG. Szelki są dość sztywne, ale doskonale dopasowują się do "nosiciela" i NIE OBCIERAJĄ. Smycze troszkę krótkie, ale jako typowo miejskie sprawdzą się dobrze. Nie mają żadnych dodatkowych efektów WOW, ale nie wrzynają się w dłoń, nie farbują i mają solidne zapięcia. W zestawie z szelkami wyglądają SUPER :-)


Jak oceniam zestawy od Dingo? Solidne i bardzo ładne. Przez okres testowania nic się z nimi nie działo, nic się nie zniszczyło, powiem nawet - po takich wariacjach oba zestawy wyglądają jak nowe. Rakiety polecają wszystkim amatorom ładnych i funkcjonalnych psich akcesoriów :-)

Jak widzicie owocki zawładnęły moim umysłem, więc wrzucam jeszcze jedno zdjęcie przesłodkiej Jetty w owocowym zestawie :-P




piątek, 1 września 2017

Czym karmić białego psa? Podpowiemy :-)


Jak już pewnie wiecie, Jetta jest trudnym przypadkiem i skłonić ją do jedzenia jest ciężko... Oczywiście "śmieciowe" jedzenie znikałoby z miski w mgnieniu oka, ale chcąc utrzymać ją w odpowiedniej kondycji i ZDROWIU, czasem muszę postawić sobie jasny cel i skłonić tego łobuza do zjedzenia czegość przyzwoitego. Jestem uparta i udało mi się już znaleźć kilka karm, którymi młoda nie pogardzi, a które służą psiemu brzuszkowi. Jednak dzięki roli Ambasadorek TOP for DOG 2017 miałyśmy możliwość przetestowania czegoś, o czym wcześniej nie słyszałam. 

Karma dla psów białych Nature's Protection Superior Care WHITE DOGS. Pomyślałam sobie, że w sumie wow. Co musi mieć w sobie, żeby robić te wszystkie rzeczy, o których zapewnia nas firma? I czym tak właściwie może zaskoczyć właścicieli białych psów?


Skład:
ryż, tłuszcz drobiowy, jęczmień, izolat białka sojowego, hydrolizowana wątróbka z kurczaka, mięso jagnięce, olej łososiowy, nasiona lnu, pulpa buraczana, proszek jajeczny, dynamiczny mikronizowany klinoptylolit (1%), fruktooligosacharydy, żurawina suszona, olej z ogórecznika, ekstrakt z cykorii, herbaty greckiej, mączka z nagietka, ekstrakt z nasion winogrona

O karmie:
Pierwsza i jedna z najważniejszych produktów w całym zakresie karm super premium Nature’s Protection, SUPERIOR CARE WHITE DOGS zostały opracowane, aby zapewnić najlepsze składniki odżywcze dla ras z białym włosem.

Jest to wyjątkowy technologicznie nowy produkt z wysokiej jakości składem. Produkt pomaga utrzymać w doskonałym stanie biały kolor sierści, a także wzmacnia od wewnątrz włos.
WHITE DOGS to kompletny pokarm dla psów od jednego roku wzwyż o szczególnych potrzebach pielęgnacji skóry i białej sierści. Przeznaczone dla małych i mini ras, masa ciała dorosłego psa do 10 kg.
• Olej z ogórecznika, siemię lniane i biotyna dla błyszczącej sierści, zdrowej skóry i nieskażonej bieli sierści.
• Specjalnie rekomendowana karma, aby utrzymać białe psy zawsze w doskonałej kondycji.
• Zawiera naturalne minerały, które wspomagają usuwanie brązowych plam na sierści psa.
• Zwiększona zawartość cynku, miedzi, biotyny i witaminy z grupy B wspiera korzyści dla skóry i wzmacnia naturalne bariery ochronne organizmu.
• Staranny dobór składników gwarantuje świetny smak i doskonałą strawność.
• Polifenole z zielonej herbaty i winogron opóźniają proces starzenia się i wzmacniają układ odpornościowy.
• Zawiera naturalnie dynamicznie zmikronizowany klinoptylolit (MZG), który stymuluje zdrowie jelit i wchłanianie składników odżywczych.
• Ten ekskluzywny skład karmy sprzyja pięknej , błyszczącej i białej sierści.


Powiecie pewnie - ok - Jetta jest biała, ale ma brązową maskę. Fakt, o wpływie karmy na likwidowanie zacieków pod oczami nie mogę się wypowiedzieć. Ale biały włos na brodzie też ulega przebarwieniom, tworzą się brązowe "wąsy" w kącikach warg, a wylizane kłaki na łapach też się przebarwiają... Są to mankamenty białego umaszczenia i poza ringiem wystawowym nie wpływają znacząco na ich odbiór przez człowiecze oko. A JEDNAK... Ja do tej pory wyrywałam przy okazji trzymowania także te brązowe "wąsiki", co zdaję sobie sprawę - do najprzyjemniejszych doznań nie należy... Jetta sumiennie przez okres 5 tygodni jadła TYLKO testowaną karmę. Czy coś się zmieniło?
Jestem typem człowieka, który na nowinki i wszelkie "bum" na rynku reaguje w pierwszej chwili "Wowowowowow! Ale mega! Chcę!", ale po namyśle pojawia się w mojej głowie bramka bezpieczeństwa, która dba o stan konta bankowego. No chociaż ktoś :-P Już i tak przywykłam, że zarabiam głównie na obie moje pasje i moich 20 łap + 16 kopyt... NA SZCZĘŚCIE jeszcze posiadam trochę zdrowego rozsądku. Karmę WHITE DOGS otrzymałyśmy w ramach testów dla TOP for DOG i muszę tu wspomnieć na początku o super podejściu do nas - zadzwoniła do mnie miła Pani, która wyjaśniła działanie karmy, upewniła się o stanie naszego stada, odpowiedziała na WSZYSTKIE moje pytania i wytłumaczyła ogólną ideę. Obsługa klienta duży plus!


Karma dojechała - o mamoo, czy Jetta zechce to chociaż powąchać? No nic, otwieram... Tu jeden maleńki minusik. Brakuje mi zamknięcia pozwalającego na utrzymanie karmy w odpowiednim stanie bez przesypywania jej gdziekolwiek. U nas puszek, itp. pod dostatkiem, więc to nie był problem. Nadchodzi pora karmienia, karma w misce i ... NIEMOŻLIWE. Jetta podeszła, zjadła, postała jeszcze ze 2-3 min przy misce z miną "Chcę to. Jeszcze. Dużo." i zdegustowana brakiem dokładki poszła się położyć. Na każde szuranie w kuchni biegła sprawdzić, czy to aby nie JEJ karma. Do tej pory tylko jedna karma wyzwoliła w niej taki zwierzęcy apetyt (testowałyśmy ich już DUŻO). Zapach nie jest ani trochę uciążliwy, a wielkość granulek odpowiednia dla psów małych i miniaturowych ras. Dla Ronyi już nawet trochę za małe, ale ona wciąga wszystko nosem. Jetta dopuściła się nawet aktywnej obrony własnej miski przed córką i matką. Musiałam wyglądać komicznie śmiejąc się pod nosem i odganiając resztę stadka. 

OK, karma już jest w psie i co dalej? Przez Jettę prawie wszystko "przelatuje" (w odróżnieniu od Rońki, która jest chyba czarną dziurą). Nie boję się zmieniać karmy, bo to akurat przechodzi u nas bez problemów - tak było i tym razem. NIC się nawet nie poluzowało ;-) Ani na chwilę! Ot, przerzuciłam Jettę na WHITE DOGS i już. Także w okresie przejściowym wszystko "trzymało się kupy". Czyli u nas plus. O jakośći i przyswajalności może świadczyć fakt, że kup było mało, o stałych porach (przy niektórych karmach nawet stałe pory karmienia nie przyczyniły się do tego). Brak rozstrojów zaoowocował zadowlonym brzuszkiem, bez efektu gejzerów i motylków w brzuchu. Zadowlony i najedzony pieseczek, spokojnie odpoczywający po zjedzeniu. Czyli tak jak być powinno! 

O smakowitości poza reakcją Jetty może świadczyć kolejka stojąca w drzwiach kuchni z minami "Eeeej, daaaj proszę! Chociaż chrupeczkaaaa...". Małe granulki idealnie nadają się do tego, żeby ZAWSZE mieć je w kieszeni i w razie czego nagrodzić psa za coś fajnego ;-) Tak, u nas normalka. Na każdym spacerze są potrzebne takie "zaskakulki", które działają czasem lepiej niż najlepsze smakołyki. Zastanawiałam się czasem nad tym, ale to chyba kwestia elementu zaskoczenia. Chociaż - jak tu mówić o zaskoczeniu, skoro zawsze mam coś w kieszeni i mam wrażenie, że Rakiety o tym wiedzą? 


Jedzonko smaczne, nieuciążliwe dla człowieka - tyle już wiemy. Ale testowana karma ma specjalne przeznaczenie i teraz będzie trochę o tym, co tak właściwie znaczy być właścicielem białego psa. Wróć! 3 białych psów... W dodatku terrierów, które swoją aktywnością czasem mnie przerażają (nie, nie zamieniłabym tej rasy na inną). Biały pies to nie tylko brudne łapy czy podwozie po spacerach w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Ba! To dopiero początek. Moje Rakiety poza toną piachu/ziemi/ogólnie pojętego BRUDU, który to można w dość prosty i szybki sposów unicestwić np. w wannie (oczywiście po wyschnięciu i pozostawieniu sypkiego brudu na podłodze/kanapie/w samochodzie), miewają inne "brudne" problemy. Ślinotoki róznego pochodzenia kończące się przebarwieniami na łapach i brodzie (głównie w samochodzie i tylko u Jetty), lizanie łap po szaleństwach w pokrzywach (no przecież tak swędzi!) czy zwyczajne i często występujące u białych psów "wąsy" w kącikach warg. Zapytacie pewnie - i co? Że niby WHITE DOGS likwiduje te poroblemy? Oczywiście nie w 100%. Podejrzewam, że jest to kwestia szybkości odrastania nowego włosa. U nas testy trwały 5 tygodni i efekty są zauważalne gołym okiem. Normalnie po wyrwaniu brązowych przebarwionych wąsów odrastały tak samo paskudne już po 2-3 tygodniach. Do tej pory się nie pojawiły. Z łapami jest gorzej cokolwiek ocenić, bo Jetta ma stosunkowo niewiele włosa na nogach i staram się go jedynie delikatnie przerwać przy trymowaniu (nie lubię takich chudziutkich). Jednak przy regularnym ślinieniu się podczas jazdy samochodem nie utytłała ich AŻ TAK jak zazwyczaj. Nowy włos na całym psie odrasta ładny, błyszczący, idealnie BIAŁY, a przy tym SZORSTKI. Co dla mnie jest istotne, bo gdzie wystawowy jack russell terrier z miękkim włosem? 

Dla nas karma okazała się ciekawą alternatywą dla do tej pory stosowanych i myślę, że przed sezonem wystawowym będziemy do niej wracać. Efekty są widoczne w naszej rasie dość szybko, więc możemy sobie na to pozwolić ;-) Od nas plus!

czwartek, 31 sierpnia 2017

A jak Pani to robi, że ten piesek taki biały?


Terrier to zazwyczaj miłośnik wszelkiego brudu - błoto, świeżo skoszona trawa, kąpiel w stawie + panierka z piasku lub ziemi... a jeszcze lepiej końska kupa wtarta na całej długości grzbietu. No przyznajcie sami, bajeczna wizja? Może jestem szalona, ale pozwalam naszym psom na takie uciechy dnia codziennego. Bo jaki mam powód żeby im tego zabronić? Będą brudne i "pachnące"? No cóż, decydując się na daną rasę trzeba pewne rzeczy mieć na uwadze. A moje Rakiety to psy, które KOCHAJĄ się brudzić. Kochają szaleństwo, tarzanie, pływanie, dzikie gonitwy. One żyją, a nie są pluszowymi pieskami. Dlatego tak - moje psy często są brudne i pachną inaczej niż psy trzymane w mieszkaniu i wyprowadzane na smyczy na kupo-siku. Jak dołożę do tego ich ulubione przysmaki do żucia, których zapach przyciąga głównie muchy, to mamy zestaw idealny. 


Jednak moje terrory to nie tylko psy wiejsko-stajenno-bagienne. Mamy w rodzinie Ch. Pl. Weteranów Ronyę, Ch. Pl. Jettę i przyszłą championkę Najah. Wyobrażacie sobie pojechać na wystawę z takimi brudasami? Bo ja nie bardzo. Wystawa to specjalna okazja, na którą należy psa odpowiednio przygotować. Nie będę się tu rozpisywać o przygotowaniach typu nauka poruszania na ringówce czy przybierania pozycji wystawowej, ale o ... czystości. Wbrew pozorom, nie jest to taka oczywista sprawa. OK, wykąpię psy przed wystawą i? Najgorzej jak sobie o tym przypomnę dzień przed. Wtedy murowany efekt alpaki porażonej piorunem... Schody zaczynają się, kiedy nawet kreda nie pozwala na ułożenie kudłów i zamiast uwydatnienia pięknego i starannego groomingu, mamy psa w wersji orangutan. Mam to szczęście, że włos naszych suczek jest twardy i zgodny ze wzorcem rasy, więc nawet w sytuacjach podbramkowych sędzia jest w stanie ocenić jego gatunek pozytywnie. 


Jest jeszcze jedno "ale" w kwestiach przygotowania Rakiet do wystawy. KOLOR. Pies stajenny codziennie przybiera inne barwy wojenne. Raz jest to soczysta zieleń, innym razem "kupny" brąz, a jeszcze innego dnia może to być akurat czarnoziem. Jak wiadomo Rakiety to niskopodłogowce, więc poza łapami utytłane jest WSZYSTKO. I tu z pomocą w tej edycji TOP for DOG przyszedł nam GroomerShop.pl i szampon BIO-GROOM Super White. Do tej pory przerobiłam już całą stertę tego typu kosmetyków, tylko jeden dawał radę. Od momentu otrzymania przesyłki ochoczo pozwalałam psom na jeszcze więcej brudu. A co tam! Jak testy, to tylko takie! Brud zasychał, część się wykruszała (niewątpliwa zaleta szorstkowłosych psów!), ale piękny żółto-brązowy nalot gdzieniegdzie pozostał. Aż nadszedł ten dzień i ...

BIO-GROOM Super White to rozwiązanie dla właścicieli psów i kotów o białym i jasnym włosie. O szamponie:

"Szampon rozjaśniający kolor. Stworzony na bazie oleju kokosowego, wzbogacony proteinami nie powoduje łzawienia i nie wywołuje podrażnień.

Specjalna formuła zawierająca łagodne substancje wybielające oraz perłowy nabłyszczacz intensyfikuje kolor sierści, nadając jej blask. Pozostawia szatę czystą, gładką, łatwą do ułożenia.
Zawarte w szamponie proteiny i olej kokosowy poprawiają wygląd włosów, odżywiają je, zwiększając objętość i zapobiegając ich przesuszaniu.

Podczas mycia wytwarza obfitą pianę. Łatwo się spłukuje pozostawiając świeży zapach czystości.
Zapobiega matowieniu i splątywaniu się włosów. Zawiera substancje czyszczące z oleju kokosowego ulegające biodegradacji oraz odżywcze proteiny, a także kwiatowe substancje zapachowe. Posiada naturalne pH. Nie wpływa na skuteczność działania preparatów przeciw kleszczom i pchłom o przedłużonym działaniu.

Przyjazny dla środowiska, ulega biodegradacji. Produkt dla psów i kotów."

 
Po pierwszym użyciu mogę przyznać, że faktycznie ma działanie wybielające. Nie jest to AŻ TAKI efekt wow jaki można uzyskać u groomera, ale nam w zupełności wystarcza. Calutki nalot zniknął z futer i odkryte zostało piękne białe włosie, o którego istnieniu już dawno zapomnieliśmy :-P Dość wydajny, można go rozcieńczyć z wodą w stosunku 1:8 (odkąd się do tego przyzwyczaiłam, nagle butelka szamponu wystarcza na więcej niż 2 mycia...). Po rozcieńczeniu mimo wszystko tworzy się dużo piany, a plamy szybko znikają. 

Psy wysuszone i co? Trochę się załamałam. Napuszone alpaki witają... Na szczęście efekt nie utrzymuje się zbyt długo, więc nawet w sytuacji awaryjnej kiedy musimy psa wykąpać wieczorem przed wystawą, szampon powinien sobie poradzić. Oczywiście wszystko zależy od włosa jaki nasz pies posiada. Nasze terrory są szorstkowłose i nawilżenie włosa tak właśnie się kończy. Jednak kredy używać nie musiałam i następnego dnia rano włos już oklapł i wyglądał przyzwoicie. W dotyku pozostał jednak dość miękki, więc w przypadku wystawy pewnie pokusiłabym się o wtarcie choć odrobiny kredy. Nie zrobiłam tego, ponieważ byłam ciekawa jak długo na terrorach utrzyma się miękkość. Moja radość nie zna granic, włos wrócił do normalności po 2 dniach :-) Czyli przy zaplanowym działaniu nie musimy się niczym martwić. A nawet przy awarii czasowej powinniśmy sobie szybko z tym poradzić. 


Po kąpieli Rakiety nie odczuły dyskomfortu w postaci podrażnień czy uczulenia. Oczywiście przy stosowaniu KAŻDEGO kosmetyku tego typu istotne jest bardzo dokładne spłukanie jego pozostałości z psa. BA, to podstawa kąpieli psa. Nie zauważyłam wysuszonej skóry, zaczerwienienia też nie było. Takie rzeczy nam się przytrafiały, szczególnie po użyciu innych kosmetyków dla białych psów. Testowany szampon na szczęście pozwolił mi odetchnąć spokojnie i tym samym zrobił sobie miejsce w psiej szafeczce, do której trafiają kosmetyki POTRZEBNE i lubiane zarówno przez nas, jak i nasze psy (a raczej ich skórę). 

A zapach? Nie jest zbyt intensywny, choć dobrze wyczuwalny. Stosunkowo szybko "znika" z psa, nie powodując przy tym zwiększenia chęci na jego pozbycie w sposób odbiegający od naszych upodobań :-P Wysuszone Rakiety wypuszczone luzem na zewnątrz nie zamieniły się w szczotki do czesania trawy - uff, to dla mnie też plus, bo jaki jest sens kąpać psa i ... zaraz kąpać go kolejny raz? To trochę jak z koniem. Wykąpiesz takiego łobuza, a on biegnie radośnie się wytarzać. Terrory mają z reguły tak samo. Oby odmienne zachowanie faktycznie było zasługą szamponu SUPER WHITE :-)

Na koniec BARDZO zadowolona Jetta :-P

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Pokaż mi swój dowód osobisty pupila, a powiem komu uciekłeś...


Każdy świadomy właściciel psa wie, że jest pewien "gadżet" niezbędny w czasie pobytu psa poza domem. Coś, co często nie pasuje nam ani kolorystycznie, ani nie jest zbyt wyjściowe. Po prostu MUSI być. Co to takiego? ADRESÓWKA - zazwyczaj umieszczamy na niej imię psa i nr telefonu właściciela, ale dostępna jest prawie każda opcja. Wystarczy wybrać odpowiedni rodzaj adresówki i dogadać się ze sprzedającym. Kiedy jednak chcemy coś, co wzbudzi zazdrość znajomych psiarzy i wprawi naszą rodzinę w zdumienie, my proponujemy Wam dowód osobisty dla Waszego pupila. Zapytacie cooo? Dowód osobisty?! Dokładnie tak! SafePet przekazał nam do testów dowody dla każdej z Rakiet i muszę przyznać, że chyba się przekonałam...


Dowód osobisty pupila, bo tak brzmi pełna nazwa produktu, to z pozoru kawałek plastiku dostępny w dwóch rozmiarach: 5,4cm x 2,9cm (większa wersja) i 4,1cm x 2,4cm (mniejsza wersja). Wykonane są z wytrzymałego plastiku i pokryte warstwą laminatu, co ma zapewnić  im wytrzymałość i lekkość. Producent zapewnia, że jego produkt nie brzęczy - od razu napiszę, że przypięty do szelek lub specjalnych uchwytów przy obrożach faktycznie nie hałasuje. Jednak Najah ma zwykłą obrożę bez takiego ID uchwytu i u niej adresówka była wyraźnie słyszalna. 


Wizualnie sprawia pozytywne wrażenie. To zupełnie odmienny rodzaj adresówek od tych dostępnych na rynku. Nam przypadł do gustu, choć początkowo byłam sceptyczna i preferowałam "zwykłe" ID. Jednak otwierając paczuszkę od SafePet zakochałam się w psich dowodach! Wyglądają fenomenalnie i są perfekcyjnie wykonane!


Przy zakupie adresówki, otrzymujesz gratis dostęp do usługi "Profil psa online". Kiedy nasz pies się zgubi, osoba która go znajdzie łatwo może do nas dotrzeć, nawet jeśli z jakiegoś powodu nie będziemy dostępni. Profil psa może zawierać informacje dodatkowe o zgubie np. dotyczące alergii, przewlekłej choroby, problemów innego rodzaju. Ułatwi to psu oczekiwanie na nas, a być może uratuje życie. Producent udostępnia nam też opcję wydruku ogłoszenia prosto z profilu naszego psa - pozwala to przyspieszyć całą akcję poszukiwawczą i daje nam proste, ale skuteczne narzędzie. 

U nas identyfikatory były testowane WSZĘDZIE i na KAŻDY możliwy sposób. Pływanie, bieganie w krzakach, wysokich trawach, tarzanie w piachu... Wszystkie Rakietowe aktywności zebrane w całość nie są w stanie ich zniszczyć. Niewiarygodne, ale prawdziwe ;-) Na naszych dowodach nie ma żadnej ryski, a wcale ich nie oszczędzamy. Dziewczyny to prawdziwe terrory zdolne do destrukcji większości gadżetów. Dowody nadal mają się doskonale i wyglądają jak nowe. 


Największym minusem dowodów jest konieczność wybrania JEDNEGO zdjęcia naszeg psa, które dumnie będzie zdobiło ID. Uwierzcie, że jest to trudne... Jednak po otrzymaniu gotowych dowodów można się w nich zakochać i nigdy nie zamienić na żaden inny identyfikator! Rakiety polecają i gratulują producentowi pomysłu i realizacji - należy jeszcze wspomnieć, że dowody mają 6 miesięcy gwarancji (jeśli jednak komuś uda się je zniszczyć), a kontakt z firmą to czysta przyjemność ;-) Realizacja zamówienia przebiega szybko i sprawnie. Taki "must have" dla psiarza!

piątek, 25 sierpnia 2017

Pasażerowie na gapę? Wojna z kleszczami!


Sezon kleszczowy w pełni, więc psy powinny być zabezpieczone przed niechcianymi pasażerami cały czas - u nas od wczesnej wiosny, aż do zimy. Tyle ile psiarzy, tyle sposobów na ochronę psa. Są tacy, którzy wyznają jedynie obroże, inni podają tabletki doustne, a jeszcze inni używają kropli spot-on. Co będzie najlepsze dla Waszego psa? Nie pozostaje nic innego niż przetestowanie i wybranie najlepszego środka. Jeśli jednak nie chcesz stosować u swojego psa obrózy, bo: podobno wyciera sierść, luzuje się/zaciska przy zabawach, itp., a tabletek doustnie podawać też nie masz zamiaru, to z pomocą przychodzi firma Beaphar i jej krople spot-on FIPROtec.


O produkcie od firmy:
"FIPROtec® 67 mg - „S” dla psów do 10 kg
FIPROtec® - krople spot-on zawierające fipronil. Doskonała ochrona dla psów i kotów przed groźnymi ektopasożytami takimi jak pchły i kleszcze. Wyjątkowo łatwa aplikacja zapewniająca długotrwałą ochronę. Substancja czynna bezpieczna dla zwierząt i ludzi. Różne pojemności pipet pozwalają dopasować dawkę fipronilu do wielkości zwierząt.
FIPROtec® bardzo dobrze sprawdza się u zwierząt uwielbiających letnie zabawy w wodzie i u zwierząt wymagających regularnych kąpieli gdyż jego substancja czynna, którą jest fipronil, nie rozpuszcza się w wodzie.
Po jednorazowej aplikacji Fiprotec zabija wszystkie pchły, które są na psie i chroni przed inwazją kolejnych osobników przez okres 5 tygodni. Fiprotec, przy regularnie powtarzanych aplikacjach, stanowi element skutecznej terapii alergicznego pchlego zapaleni skóry, o ile zostało ono wcześniej zdiagnozowane przez lek. wet.
Produkt skutecznie chroni przed inwazją najbardziej opornych kleszczy (na których przeprowadzano to badanie, czyli Dermacentor reticulatus, Rhipicephalus sanguineus) – między 7. a 28. dniem po aplikacji.
NIE STOSOWAĆ U PSÓW PONIŻEJ 5 KG!"

 
Teoretycznie zrecenzowanie produktu tego typu powinno być proste - albo coś jest skuteczne, albo nie jest. U nas recenzja będzie pozytywna, bo środek przez podany okres czasu zabezpieczał Sashkę zarówno przed pchłami, jak i kleszczami. Krople zaaplikowałam łaciatej przed wyjazdem na wakacje do mojej babci. Tam Sashka żyła jak w innej epoce, łaziła gdzie chciała, wąchała rózne zakamarki, kopała w krzakach. Rok temu z takich wakacji wróciła z inwazją pcheł. Pomagałam mamie walczyć z nimi prawie 2 tygodnie! Tragedia... Nauczka była jednak na tyle duża, że w tym roku usłyszałam od mamy: "Weź mi coś kup na te pchły...". I tu z pomocą przyszedł TOP for DOG i firma Beaphar, która w ramach testów wysłała nam środek przeznaczony dla psów do 10 kg. 

Środek został zaaplikowany 7 dni przed wyjazdem, aby w okresie pobytu na wsi miał najsilniejsze działanie. Sama aplikacja przebiega szybko i nie jest skomplikowana. W opakowaniu znajdziemy jedną pipetę z odmierzoną ilością środka odpowiednią dla psa z danego przedziału wagowego (u nas max. 10 kg, min. 5 kg). Należy odciąć jej końcówkę i zaaplikować bezpośrednio na skórę psa (u psów długowłosych, szorstkowłosych - rozgarnąć włos w celu aplikacji na skórę) na grzbiecie między łopatkami. Nie należy głaskać psa bezpośrednio po podaniu środka. 


Jak oceniam skuteczność?
Pcheł nie znalazłam, kleszczy też nie było. Czyli skuteczny ;-) U nas "kuracja" miała trwać miesiąc i przez cały czas działania narzekać nie mogłam. Od dnia aplikacji minął już prawie miesiąc, środek nadal pełni swoją rolę. Czyli działa zgodnie z informacją zawartą na opakowaniu. 
Co równie ważne - nie zaobserwowałyśmy z mamą skutków ubocznych. Sashka jest dość wrażliwa, ale FIPROtec nie wywołał uczulenia, obyło się bez drapania i otrzepywania zaraz po aplikacji (co miało miejsce przy niektórych tego typu środkach). 

Czy są jakieś minusy? Niewątpliwym minusem (ale nie tyle FIPROtec'u, co każdego spot-on) jest krótki czas działania i konieczność pamiętania o kolejnej aplikacji. Dla nas to jedyna "wada" środka, której nie należy brać pod uwagę porównując podobne produkty typu spot-on.
Plusem jest zastosowanie najbezpieczniejszego środka stosowanego do ochrony przeciw pchłom i kleszczom, czyli fipronilu (który nie rozpuszcza się w wodzie, więc może być stosowany u psów kochających letnie kąpiele).